expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

piątek, 3 kwietnia 2015

Uwaga! Przeczytaj to ważne!

Bardzo wam dziękuję za 10 000 wyświetleń! Jesteście wspaniali naprawdę. Z tej okazji mam kilka propozycji. Napiszcie w komentarzu co byście chcieli.
1. Napiszę jakiś Os.
2. Zrobię konkurs na Os.
Możecie też wpisać swoją propozycję.
Czekam na komentarze.
Buziaki :-*

sobota, 28 marca 2015

~Wszystko się zmieniło~Misja 8~

Federico
        Stanęliśmy do siebie plecami i utworzyliśmy krąg. Otaczało nas około 25 polocjantów i policjantek. Muszę przyznać, że sytuacja była beznadziejna. Po pierwsze było nas mniej. Po drugie nie mieliśmy broni, a oni tak. Opór i wyrywanie się niczego nie zdziałały. Zapakowali nas do samochodu, który właśnie mijał zabudowania miasta. Za oknem przewijały się lasy, pola, sady.... Nie sądziłem, że blisko takiego syfu(Nowego Jorku) może być miejsce, które wygląda jakby żywcem wyjęli je z średniowiecza. Masakra. Nikt się nie odzywał. Nagle samochód się zatrzymał, a my zostaliśmy zaprowadzeni do jakiegoś domu. W drzwiach powitały nas czarnowłosa Hiszpanka i ruda Argentynka. Na ich widok Ludmiła zatrzymała się i ze zdziwieniem otwarła usta.
-Natalia?-zapytała.
-Skąd wiesz kim jestem?-odparła Naty.
-Naprawdę niczego nie pamiętasz?-spytała Ludmiła z jeszcze większym zaskoczeniem.
-Nie. Zaprowadzić ich do piwnicy!-rozkazała i zniknęła w głębi mieszkania. Kiedy zatrzaśnięto za nami drzwi, podbiegłem do ..Tak jakby dziewczyny i przytuliłem ją.
-Hej, kim była ta laska księżniczko?
-Poznałam ją w domu dziecka. Pamiętam, że robili nam jakieś testy i wtedy facet w białym fartuchu powiedział, że to nasza kuzynka. Moja i mojego brata. Bawiłyśmy się razem. Można nawet stwierdzić, że się przyjaźniłyśmy. Ale ona niczego nie pamięta.-zakończyła ze smutkiem.
-Albo nie chce pamiętać-dorzucił Diego, który już od jakiegoś czasu nam się przysłuchiwał.
-Co chcesz przez to powiedzieć?-zapytałem.
-Ludzie nie chcą pamiętać złych rzeczy, złych okresów w swoim życiu, a co za tym idzie, osób które się z tymi okresami wiążą. Chcą zapomnieć. Tylko nie zdają sobie sprawy, że to niemożliwe.-skończył wpatrując się w przestrzeń.
-Ej! Snajper, a od kiedy to jesteś takim filozofem co?-zapytał Leon zanosząc się śmiechem.
-Wal się Verdas!-rzucił pogardliwie.

Diego
       Jestem na maxa wkurwiony. Nie dość, że porwały nas psy, to jeszcze jesteśmy na jakimś zadupiu, zamknięci w jakieś piwnicy, a na dodatek porwała nas moja kuzynka. Co za ironia losu! Do tego dochodzi jeszcze ten idiota Verdas. Przyjaźnimy się, ale czasem mam ogromną ochotę pierdolnąć go w ten pusty łeb. Nie wiem co te wszystkie laski w nim widzą. No dobra. Przystojny to on jest, ale błagam, jak można zakochać się w kimś kto jest głupszy od wody w kiblu? Nie ogarniam tego. Tak w zasadzie to ja wielu rzeczy nie ogarniam. Stop! Zaczynam myśleć jak Verdas! Ok Diego, uspokój się. Przydałoby sie zjeść snickersa. Ale oczywiście na takim zadupiu nie ma snickersów! Z zamyślenia wyrwał mnie głos Violetty.
-A co jeśli umrzemy?
-Nie umrzemy-uspokajał ją Kosa.
-A gdyby jednak? Przecież jesteśmy źli. Nie trafimy do nieba...
-Źli? Co masz na myśli?
-Zabijamy, kradniemy, bijemy, włamujemy się, niszczymy...
-Tak.... No to kiepsko. Bóg nas nie lubi....-dialog Leonetty coraz bardziej mnie intrygował.
-Ale.. Może doceni to, że kiedyś byliśmy dobrzy...-wtrąciła Ludmiła oparta o Fede.
-Tak w zasadzie, to dlaczego się zmieniliśmy?-zastanawiała się Fran.
-My nie zmieniliśmy się przez kaprys, zmieniliśmy się, bo nasze życie się zmieniło-stwierdził Federico.
-Świat się zmienił-rzuciłem.
-Kiedyś byłam inna... To wszystko przez niego... Przez Davida... Wykorzystał mnie, a potem zostawił. Wtedy uznałam, że ludzie to fałszywe istoty, którym nie warto ufać, w które nie warto wierzyć...
To prowadzi tylko do cierpienia...-rozgadała się Francesca.
-Ja też byłam inna. W gimnazjum byłam dręczona przez elitę szkoły. Nabijali się ze mnie. Bili, zabierali kasę... Wtedy zrozumiałam, że muszę być silniejsza, chciałam zemścić się na innych za to, co spotkało mnie.-Violetta westchnęła i oparła się o ścianę. Leon przytulił ją i zaczął swoje zwierzenia.
-Byłem na kursie gry w szachy. Rodzice mnie do tego zmusili. To miała być kara za rozbicie ich samochodu. I tam... Zostałem pobity i okradziony. W ciężkim stanie trafiłem do szpitala. I wtedy postanowiłem, że już nigdy do tego nie dopuszczę.-nie sądziłem, że Leona spotkało coś takiego.
-Byłem w X-factorze. Dzień przed finałem potrącił mnie samochód. To byli moi rodzice. Nie chcieli, żebym był piosenkarzem. Chcieli żebym tak jak oni dołączył do TSS. Dlatego zrobiłem im na złość i dołączyłem do terrorystów.-Federico piosenkarzem? Nie miałem pojęcia.
-Byłam w domu dziecka. Moja matka zaćpała się na śmierć, a ojca nigdy nie poznałam.Miałam też brata. Zostałam adoptowana. Matka adopcyjna mnie biła. Chciałam wiedzieć jak się bronić. I tak trafiłam do TSS.-ta wiadomość mnie zszokowała. Chciałem powiedzieć jej prawdę, ale za bardzo się bałem. Moja malutka siostrzyczka...
-A ty Diego?-zapytała mnie Fran.-Dlaczego jesteś terrorystą?
-Ja....-zacząłem.

Natalia
       Ale mi się trafiło. Ja pani detektyw. Moja kyzynka TSS. Mój kuzyn terrorysta. No pięknie. Pewnie jesteście ciekawi dlaczego powiedziałam Lu, że jej nie pamiętam? To był ciężki okres w moim życiu. Moi starzy nigdy nie chcieli mieć dzieci, więc oddali mnie. Tak po prostu. To mnie zraniło. Cały ten pobyt w domu dziecka był dla mnie koszmarem. Jedynymi bliskimi mi osobami byli Diego i Lu. Ale wolałabym o tym zapomnieć. Zaczęłam w swoim życiu nowy rozdział i nie mam zamiaru oglądać się wstecz.

❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤
Hejka Miśki!
Wiem, wiem, że późno, ale ważne że w ogóle.
Sory za ortografię, ale pisane z telefonu xD
Przepraszam za beznadziejność tego czegoś wyżej.
Next za tydzień lub dwa.
Czekam  na komentarze
Buziaki:-*
Misia :-*

PS W środę 1 kwietnia piszę egzamin szóstoklasisty, więc trzymajcie za mnie kciuki xD

niedziela, 15 marca 2015

~Wszystko się zmieniło~Misja 7~

Ludmiła

                 Młoda i Czarna poszły i zostawiły  mnie samą z moim problemem. Ustaliłyśmy, że jutro razem ze mną pójdą na siłownię, jako moja obstawa. Z jednej strony nie mogę się doczekać naszego spotkania, a z drugiej trochę się go boję. No bo przecież on jest terrorystą...  Tak w zasadzie nie mam pojęcia dlaczego TSS i terroryści się nienawidzą. Podobno kiedyś tak nie było. Kiedyś tworzyli sojusz, ale coś ich poróżniło. Jakaś grubsza sprawa... Ale nikt nie chce o tym rozmawiać. Cały czas myślę o Federico. Dlaczego mi pomógł? Czy jeszcze żyje? Czy przyjdzie juto na spotkanie? Bo przecież równie dobrze mógł sobie żartować. Sama nie wiem. Nie znam się na chłopakach. Tak w zasadzie to nigdy z nikim się nie spotykałam. To dla mnie nowa sytuacja. Stop! To nie jest żadna randka ani nic. To po prostu zwyczajne spotkanie z przyjacielem... Nie. Federico jest dla mnie kimś więcej niż zwykłym przyjacielem. No bo, czy zwyczajni przyjaciele się całują? Nie. Zasnęłam, a śniły mi się pewne czekoladowe oczy...


Natalia

             -Co macie?-zapytał nas zrezygnowany Maxi. Siedzieliśmy właśnie w kawiarni.
-Cóż.. Wpadłyśmy na pewien trop. Wczoraj w siłowni, nagraliśmy dziwną rozmowę, dwóch nastolatek. Nie mamy pewności, ale wydaje nam się, że są z TSS.
-Nastolatek? Ile lat miały, tak na oko?
-Jakoś 16-17...-odpowiedziałam.
-Nie. Są za młode jak na agentki-stwierdził Andres.
-Skąd ta pewność?-spytała Cami.
-Poprzednie tropy prowadziły raczej do osób pełnoletnich.
-Ale poprzednie tropy były fałszywe-skwitowałam.
-No tak, ale....
-Żadnych ale! Jeśli chcecie pójdziemy tam jutro i trochę poobserwujemy. Może tam przyjdą.
-To lepsze niż nic...-westchnął Maxi i uśmiechnął się blado.

Federico

               Zbliżała się 16.00. Ja, Leon i Diego jechaliśmy na siłownię. Są ze mną, aby w razie czego pomóc. Nalegali, więc się zgodziłem. Wczoraj nieźle mi się oberwało od szefa. Chciał mnie nawet wywalić. Ale naściemniałem mu trochę i odpuścił. Powiedział tylko, że będzie mnie miał na oku. Zaparkowaliśmy i powędrowaliśmy w kierunku szatni. Kiedy znaleźliśmy się na sali ona już tam była. Ubrana w błękitną bokserkę i czarne leginsy. Wyglądała przepięknie. Dałem znak chłopakom, żeby poszli na drugi koniec pomieszczenia i podszedłem do Lu. 
-Hej księżniczko-przytuliłem ją.
-Witaj Fede.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię widzę. Wszystko ok? Nie miałaś problemów?
-Ja? Nie. A ty? Co z szefem?
-Udało mi się go udobruchać.
-To dobrze. Nawet nie wiesz jak się martwiłam. Przyszedłeś z chłopakami?
-Tak. Masz coś przeciwko?
-Nie skąd. Rozumiem to. Ja też z kimś przyszłam...
-Z kim?
-Widzisz tamte dwie, które piją tymbarki?
-Aha.
-To one. 
-Czy one też są...
-...z TSS? Tak.-dokończyła za mnie. Skierowałem wzrok w kierunku dziewczyn, do których właśnie podeszli Leon i Diego. Przytulili się... Że co? Oni się znają?
-To dziwne....-szepnąłem.
-Co jest dziwne?-zapytała Ludmiła.
-Czy te twoje kumpele i Snajper i Kosa się znają?
-Nic mi o tym nie wiadomo. 
-Zapytać się?
-Za chwilę-mruknęła i mocniej wtuliła się w mój tors. Poczułem, że drży.
-Co się stało?
-Wiesz, że nie możemy być razem, prawda?
-Wiem... Ale coś wymyślimy. Obiecuję.
-Mam taką nadzieję.-po paru przytulasach i buziakach poszliśmy w kierunku naszych przyjaciół. Wiedzieliśmy, że cały czas nas obserwowali.
-Czy wy się znacie?-spytaliśmy równocześnie.
-Yyyyy. Tak...
-Kiedy się poznaliście?
-Wczoraj na siłce. 
-Wiedziałyście wtedy, że to terroryści?-spytała Lusia.
-Jesteście terrorystami?-zapytały.
-No. Tak..-odpowiedział Snajper.-A wy to TSS?
-Tak-odpowiedziały. No to pięknie. Terrorysta zakochany w lasce z TSS. TSS i terroryści spotykają się na siłowni. TSS i terroryści się LUBIĄ i NIE ZABIJAJĄ się nawzajem.  I co my mamy teraz zrobić? Siedziliśmy w milczeniu, każdy pogrążony w swoich myślach.
-Stać! Zostaliście zatrzymani przez policję!-skoczyliśmy na równe nogi i przybraliśmy pozycje bojowe...


*******************************************************************************
Hejka Miśki!
Dzięki za komentarze!
Bardzo przepraszam, że tak późno i że taki krótki i słaby, ale brak czasu robi swoje.
Jak pewnie niektórzy z was wiedzą wzięłam udział w konkursie na Os. I muszę się pochwalić, że zajęłam drugie miejsce. Tu macie link http://fedemila-love-will-remember.blogspot.com/2015/03/os-misii-ferro-2-miejsce.html
Mam nadzieję, że wpadniecie i skomentujecie xD
Czekam na komentarze <3
Buziole :-***
Misia <3


PS Next za tydzień lub dwa

niedziela, 1 marca 2015

~Wszystko się zmieniło~Misja 6~

Ludmiła

                -Dlaczego, żałujesz?-spytałam ponownie i chwyciłam jego dłoń.
-Raczej, przez kogo.-westchnął Snake i mocniej ścisnął moją dłoń.
-Przez kogo?-drążyłam temat.
-Nie wiesz?
-Nie bardzo.
-Przez ciebie Ludmiło.-spojrzał w moje oczy.
-Fede, to takie....-zaniemówiłam. Niestety nie zdążyliśmy zamienić ze sobą ani słowa więcej, ponieważ wszedł ich Szef.
-Co tam Snake? Widzę, że postanowiłeś ją przesłuchać. Dobra decyzja, ale mogłeś mnie uprzedzić. Powiedziała ci coś?-zapytał.
-Nic. Właśnie wychodzę.-odpowiedział.
-Chodź ze mną. Trzeba się naradzić, co z nią zrobić.-wyszli, a ja zostałam sama. Zaczęła mnie martwic ta sytuacja. A co jeśli zginę? Zginę i już nigdy nie zobaczę Diego.  Tak bardzo mi go brakuje. Tęsknię za naszymi rozmowami, wieczorami spędzanymi na knuciu planów, które nigdy nie zostaną wykorzystane. Tęsknię za jego obecnością. Ale zaraz... Mam broń. Może uda mi się uciec. Potrzebowałabym tylko małej pomocy..... Moje rozmyślania przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Stanął w nich zdenerwowany Federico. Zamknął drzwi i chwycił mnie za ramiona. Poczułam jego oddech na policzku. 
-Damien chce cię zabić. Jutro rano.-szepnął, a w moich oczach momentalnie pojawiły się łzy.
-Co ja mam zrobić?-odszepnęłam. Fede zauważył moje łzy i mocno mnie przytulił. Zaczął ścierać je wierzchem dłoni.
-Pomogę ci uciec. - szepnął.
-Ale wtedy narazisz się na niebezpieczeństwo. Wtedy zabiją ciebie.
-Nie. Mam plan.-zaczął mnie wtajemniczać. To może się udać. 

                 Po godzinie Federico znowu do mnie przyszedł. Czas zacząć zabawę. Otworzył drzwi, a ja pchnęłam go na ścianę, tak jak ustaliliśmy. Wybiegłam i skręciłam w prawo. Po drodze strzeliłam do dwóch strażników. Nie po to, zęby ich zabić, tylko spowolnić. Za mną biegł Snake. Pchnęłam drzwi i wybiegłam na dwór. Przeskoczyłam ogrodzenie. Biegłam przez las, na skraju, którego, będzie czekać na mnie Federico. Dobiegłam w umówione miejsce. Po pięciu minutach dołączył do mnie chłopak. 
-Dzięki. Wiszę ci przysługę-powiedziałam.
-Nie ma za co. Nie wybaczyłbym sobie, gdybym tego nie zrobił.
-Będziemy w kontakcie?-zapytałam z nadzieją.
-Pewnie. Może spotkamy się jutro na siłowni?
-Tej w centrum?
-Tak. Ok. Teraz musisz dobiec do skrzyżowania. Skręcisz w lewo i będziesz obok fabryki, z której cię porwaliśmy.
-Do zobaczenia Fede.
-Do zobaczenia Ludmiło.-powiedział, przytulił mnie, a potem... Sama nie wiem jak to się stało, ale... Pocałowaliśmy się. Zapamiętam ten moment. Na zawsze.


Francesca

                   Właśnie ja, Vilu, Leon i Diego wychodziliśmy z siłowni, kiedy zadzwonił mój telefon. Nie mogłam uwierzyć. To Ludmiła.
-Halo?
-Fran? Uciekłam. Przyjdziesz do mnie z Młodą?
-Uciekłaś? Skąd? Gdzie ty byłaś? 
-Opowiem wam wszystko później.
-Ok. Będziemy za 30 minut.-powiedziałam i zakończyłam rozmowę.
-Młoda, Ludmiła do mnie dzwoniła.
-Co?
-Chcę, żebyśmy do niej przyszły.
-Ok. Sory, chłopaki. Musimy iść.-Zwróciła się do nich.
-Szkoda...-nie usłyszałam co powiedzieli. Oddaliłyśmy się.


Camila

                TSS i terroryści..... Dlaczego tak trudno ich złapać?  Nie wpadłyśmy na żaden trop, a czas płynie. Musimy rozwiązać, tę sprawę. Ukrywają się, wyjątkowo dobrze. To jedyna sprawa, która sprawia mi trudność. Nie mam żadnego pomysłu, żadnego, nawet najmniejszego tropu. Mam ochotę podejść do ściany i walić w nią głową, swoją głową. Nie potrafię tego rozwiązać. Ale z drugiej strony, dużo trudniej byłoby mi się poddać. Camila i klęska nie mogą być razem w jednym zdaniu. Nigdy.



Violetta

                 Siedziałyśmy w pokoju Ludmiły i nadal nie mogłyśmy uwierzyć, że ona stoi przed nami. Cała i zdrowa.
-Ludmiłą, co się stało? 
-Pamiętacie, mówiłam wam, że zgubiłam bransoletkę.
-No... I?
-Zgubiłam ją na akcji....
-I?
-Znaleźli ją terroryści..
-Ale co oni tam robili?
-Chcieli odbić Młodą przed nami.
-Co?
-No to. I znaleźli bransoletkę. I tam jest mój numer.
-I?
-I wysłali SMS z zastrzeżonego. Myślałam, że to szef. A to byli terroryści. Uciekałam, ale potknęłam się o korzeń. I złapali mnie.
-Co?
-No. Przesłuchiwali mnie jakieś 4 razy...
-Powiedziałaś coś?
-Nie. Zwariowałaś? Ale uciekłam. Pomógł mi taki jeden....
-Uhhh.....
-I mnie..... Pocałował.... I jutro jesteśmy umówieni....
-Ale... To terrorysta!
-Wiem. Niestety.
-I co zrobisz?
-Nie wiem.....


*********************************************************************************
Hejka Miśki!
Dzięki za tak dużo komentarzy!
I za tak dużo wyświetleń!
Jesteście kochani!
Next za tydzień, lub dwa.
Sorka, że ten był taki krótki....
Czekam na komentarze!


PS Smutam! Ostatni dzień ferii! Kto przytuli?

Buziaki :-*

Misia<3


środa, 18 lutego 2015

~Wszystko się zmieniło~Misja 5~

Francesca

                 Wtorek. Wtorek jak każdy inny. Szkoła. Sory... Nie szkoła, tylko Sala Tortur. Przyszłam i od razu natknęłam się na Violettę. Za dwie minuty zaczyna się matematyka.
-Nie ma Ludmiły-powiedziała Młoda.
-Jak to?
-Nie wiem.
-Uspokój się, pewnie zaraz przyjdzie. Może zaspała.-Mówiłam choć sama w to nie wierzyłam.
-Chodźmy, może przyjdzie na drugą lekcję-pociągnęła mnie za rękę i powędrowałyśmy do sali 202.
                     Jednak Ludmiła nie przyszła na drugą lekcję. Ani na trzecią. Ani w ogóle. Postanowiłyśmy pójść sprawdzić, czy nie zachorowała. Oczywiście nie miałyśmy zamiaru tak po prostu wejść drzwiami. Chciałyśmy dostać się do jej pokoju przez okno. Dziwne? Nie. Dla nas to całkiem normalne. Zawsze składamy sobie wizyty w taki sposób. Jak zwykle przeskoczyłyśmy płot i wspięłyśmy się na jej balkon. Drzwi otworzyłyśmy wytrychem. Weszłyśmy do środka. W pokoju panował chaos. 
-Dziwne. Lu zawsze sprząta swój pokój-mruknęła Vilu. Obeszłyśmy dom, ale dziewczyny nigdzie nie było. Wróciłyśmy do jej sypialni i usiadłyśmy na łóżku.
-Sprawdźmy schowek na broń-powiedziałam-jeśli coś się stało, to broni będzie brakowało.-Zajrzałyśmy do szafy, z której wyjęłyśmy walizkę. Z walizki wyjęłyśmy sejf. Po otwarciu go, na naszych twarzach malowało się przerażenie. Brakowało pistoletu i trzech noży. Niedobrze. Bardzo niedobrze. 
-Chodźmy na siłownię. Tam myśli się dużo lepiej -stwierdziłam.
-Ok. Tylko schowajmy sejf. - przytaknęła  Viola. Po paru minutach byłyśmy już w drodze na siłownię.





Leon

          Ludmiła nadal nic nie mówi. Przesłuchiwaliśmy ją już 4 razy. Szef powoli traci cierpliwość.
Tymczasem ja, Snajper i Snake jedliśmy lunch.
-No chłopaki, ale nad kondycją to wy musicie jeszcze popracować-zaśmiał się Snake.
-Ej! O co ci chodzi do cholery?-Diego najwyraźniej się zdenerwował.
-O to, że wczoraj jak goniliśmy Lu, to byliście tak zmachani, że....-dalej nabijał się Fede.
-Ok, może masz rację. To pójdziemy dzisiaj na siłkę-zgodził się Snajper.
         Po około godzinie dotarliśmy na siłownię. To jedno z naszych ulubionych miejsc. Można się wyluzować, przypakować i poderwać fajne laski. Zdziwiło mnie to, że Snake nie chciał z nami pójść. Mówił, że jest czymś zajęty. Mnie tam wydaję się, że nie czymś, a kimś, ale... Ledwo weszliśmy na salę treningową, a przed naszymi oczami pojawiły się dwie fajne laseczki. Przeprowadzały ożywioną rozmowę. Mogłem rozróżnić, takie słowa jak: Ludmiła, dziwne, broń zniknęła, coś się stało, gdzie ona jest, szef się wkurwi. Ludmiła? Broń? Szef? Czy to.... Agentki z ekipy tej blondyny, którą uprowadziliśmy? Dobra, Leon, Ogar się. Za dużo myślisz, a myślenie boli. Po dwóch godzinach ćwiczeń ja i Diego postanowiliśmy zagadać do tych dziewczyn. Po za nimi i nami nikogo nie było w siłowni.
-Hej Dziewczyny-Diego posłał im, jeden ze swoich najcudowniejszych uśmiechów.
-Hej 'Niedziewczyny'-odpowiedziała laska z ombre. Była mega śliczna. Miałem na nią ochotę.
-Jak tam trening? Może wam pomóc?
-Nie dzięki. Jesteśmy ogarnięte.-odparła brunetka, która cały czas wpatrywała się w Snajpera. Zapowiadał się ciekawy wieczór.




Ludmiła

                Niczego im nie powiem. Nigdy. Mogą mi grozić, bić mnie, szantażować, torturować, ale i tak niczego się nie dowiedzą. Przesłuchiwali mnie już cztery razy. Widzę, że ten ich szef jest coraz bardziej wściekły. Gdy drzwi się otworzyły, spodziewałam się, że stanie w nich ich szef, ale zamiast niego zobaczyłam Snake. Podszedł i podał mi rękę, którą niepewnie uścisnęłam.
-Źle zaczęliśmy znajomość. Jestem Fede-Czy on się dobrze czuję?Zachowuje się jak nie on.
-Ok. Wszystko w porządku z twoją głową?-spojrzał na mnie jak na idiotkę, co mnie zirytowało.
-Tak.
-To o co ci chodzi?
-Po prostu chcę być miły.
-Wszyscy zawsze chcecie być mili, a w rzeczywistości chodzi wam o coś innego.
-Trochę zaufania do ludzi, co?
-Nikomu nie ufam.
-Nawet swoim rodzicom?-zdenerwowało mnie to pytanie. Co on sobie wyobraża?
-Nie mam rodziców.
-Każdy ich ma.
-Ale nie ja! Ok?Ojca nie znam, a matka nie żyje. Ćpunka pieprzona!
-Sory, nie wiedziałem. A swojemu bratu, jemu też nie ufasz?
-Oszalałeś? To jedyna osoba na świecie, której ufam! Nigdy by mnie nie okłamał. Wiem to. Chciałabym, jeszcze kiedyś go spotkać. 
-A jesteś w stanie zaufać mi?
-Nie wiem.
-Ok. Sekret za sekret. Co ty na to? Ty powiedziałaś mi, że nie ufasz ludziom, i że nie masz rodziców, a ja powiem ci, dlaczego dołączyłem do terrorystów. Co ty na to?
-Ok. Mogę spróbować.
-Kiedyś nie byłem taki zły, bezwzględny.
-A jaki byłeś?
-Normalny. Miły, ambitny, miałem marzenia...
-Jakie marzenia?
-Chciałem zostać piosenkarzem. 
-Co cię powstrzymało?
-Nie co, tylko kto.
-No dobra, kto?
-Moi starzy. 
-Nie ufasz im?
-Nie. Od tamtej pory nie.
-Ale co się stało?
-Byłem w X-factorze. Dzień przed finałem...-urwał i zamyślił się.
-Co się stało? Możesz mi zaufać-Tak, zaufanie, to słowo czyni cuda.
-Potrącił mnie samochód. Miałem wstrząs mózgu i nie mogłem wziąć udziału w finale.
-Czyj samochód?
-Moich rodziców. Zrobili to, bo chcieli, żebym dołączył do TSS.
-To chore. I postanowiłeś zrobić im na złość i dołączyć do terrorystów?-domyśliłam się.
-Tak, ale teraz, zacząłem się zastanawiać, czy dobrze zrobiłem.
-Dlaczego?
-......................................................................



********************************************************************************
Hejka Miśki!
Mój laptop wrócił dzisiaj z naprawy!
Sory, że taki krótki, ale nie miałam za bardzo czasu.
Dziękuję za 6000 wyświetleń!
Kocham was!
Czekam na komentarze!
Dużo komentarzy!
Komentujcie!
To od komentarzy,zależy kiedy pojawi się next!
Pobijecie liczbę 22?????
I mam dla was informację!
Mam.... FERIE!!!!!!!!!!!!!!!!! I będę się tym chwalić. XD
Jeszcze raz przepraszam za to coś wyżej.
Czekam na Twój komentarz!
Buziaki :-*
Misia :-*


PS Next w weekend albo w przyszłym tygodniu albo w przyszły weekend.

sobota, 14 lutego 2015

~Os walentynkowy~On i Ona~

                                         





Po raz kolejny siedzi i myśli.
Po raz kolejny czeka, aż ten dzień się skończy, choć dopiero się rozpoczął.
Po raz kolejny patrzy w lustro i wcale się nie uśmiecha.
Po raz kolejny zastanawia się czy kiedykolwiek będzie szczęśliwa.
Z nim.


Po raz kolejny siada przed komputerem i ogląda jej zdjęcia.
Po raz kolejny pisze do niej list miłosny, który nigdy nie zostanie wysłany.
Po raz kolejny żałuje, że nie ma odwagi powiedzieć jej co czuje.
Po raz kolejny zastanawia się czy kiedykolwiek będzie szczęśliwy. 
Z nią.



              Walentynki. Dla zakochanych to jeden z najpiękniejszych dni w roku. Kojarzy im się z miłością, kolacjami przy świecach, ramionach ukochanej osoby. Ale tej dziewczynie 14 lutego był bezsensowny. Kojarzył jej się z samotnymi wieczorami spędzonymi przed telewizorem, komediami romantycznymi i tonami czekoladek. Nie wiedziała czy tak będzie zawsze. Chciała wierzyć, że nie. Po raz kolejny stanęła przed lustrem i przyjrzała się swojemu odbiciu. Opadające na plecy blond włosy. Brązowe oczy, z których można było wyczytać smutek pomieszany z nadzieją. Usta pomalowane błyszczykiem. Długie nogi okryte czarnymi rurkami. Biała koszula w czarne grochy. Nie miała na co narzekać. Chłopcy się nią interesowali, a dziewczyny były o nią zazdrosne. Co z tego? To tylko pozory. Nie miała przyjaciół ani chłopaka. Czuła się samotna, opuszczona przez wszystkich, nieszczęśliwa.
                 Był 13 lutego. Chłopak siedział w swoim pokoju. Myślał o niej. O dziewczynie, która nie zwracała na niego uwagi. O dziewczynie, która na nikogo nie zwracała uwagi. O dziewczynie, która tylko z pozoru była szczęśliwa. O dziewczynie, której widok sprawiał, że serce chłopaka biło szybciej. Nigdy nie narzekał na brak zainteresowania ze strony płci przeciwnej. Podobał się dziewczynom. Były zakochane w jego czekoladowych oczach, białych zębach, grzywce, włoskim akcencie i spojrzeniu marzyciela. Ale mogłoby się wydawać, że ich nie zauważa. Interesowała go tylko ona. Zdawał sobie sprawę, że jeśli nic nie zrobi, to nigdy nie będzie szczęśliwy. W końcu odnalazł w sobie odwagę. Postanowił wykonać pierwszy krok. Bez względu na konsekwencje.
                 Obudził ją dźwięk dzwonka. Przetarła zaspane oczy i mimowolnie uśmiechnęła się. Może to jej rodzice? Chciałaby, żeby tak było. Wtedy ten dzień byłby trochę mniej beznadziejny.  Otworzyła drzwi, ale nikogo nie zobaczyła. Zdziwiło ją to. Nagle jej wzrok spoczął na kopercie niedbale wetkniętej pod wycieraczkę. Widniało na niej jej imię i nazwisko. Nic nadzwyczajnego, w końcu tu mieszka. Weszła do środka, zaparzyła sobie kawę i usiadła na kanapie. Przez kilka minut wpatrywała się w kopertę. Nie miała pojęcia kto mógł to wysłać. Powąchała ją i poczuła zapach męskich perfum Cudownych perfum. Otworzyła ją. W środku był list. List miłosny.

Kochana Ludmiło,
już od dłuższego czasu zbierałem się na odwagę, aby do Ciebie napisać. 
Pewnie pomyślisz, że to głupie, ale dzisiaj są walentynki i dlatego chcę wyznać Ci co do Ciebie czuję. Ale może nie będę o tym pisał. Przyjdź dzisiaj o 16.00 do kawiarni 'Bueno'  przy ulicy Amarillo. Będę na Ciebie czekać.
Na zawsze twój,
Federico.

Dziewczyna uśmiechnęła się. Jeszcze nigdy nie dostała listu miłosnego. A kim jest Federico? Wbrew pozorom doskonale wiedziała, kto jest nadawcą listu. Poszła do swojej garderoby i rozpoczęła przygotowania. Nie mogła doczekać się tego spotkania.
                     Chłopak  czekał na swoją wybrankę. Rozglądał się, szukając jej wzrokiem. Nagle zobaczył jak Ona wchodzi przez drzwi. Wyglądała jeszcze piękniej niż zazwyczaj. Włosy jak zwykle lśniły niczym słońce. Oczy zazwyczaj smutne, teraz były rozpromienione. Na jej ustach wykwitł piękny, naturalni i niewymuszony uśmiech. Ubrana była w czerwoną sukienkę. Nie mógł oderwać od niej wzroku. Mógłby tak siedzieć i patrzeć na nią godzinami. Ludmiła usiadła obok niego. Dziwne. Skąd wiedziała, że to on?
-Skąd wiedziałaś, że to ja?
-Przeczucie.
-Nawet nie wiesz jak długo marzyłem o tej chwili. Ale dla Ciebie to pewnie bez znaczenia-westchnął i posmutniał.
-Dlaczego tak sądzisz?-zapytała z bólem, patrząc mu głęboko w oczy.
-Podobasz się wielu chłopakom. I pewnie nie jesteś singielką.
-Federico, ja nie mam chłopaka.-wyznała, a jej ręka nieznacznie przysunęła się do jego dłoni.
-Naprawdę?
-Tak. Co chciałeś mi wyznać Federico?\
-Ludmiła... Ja....Chcę.. Ci... Powiedzieć... Że.... Kocham.... Cię....-wyjąkał, po czym chwycił jej dłoń.
-O Boże, Fede ja....
-Nie musisz nic mówić. Wiem, że chcesz powiedzieć, że nic z tego nie będzie.
-Federico, nie pozwoliłeś mi dokończyć. Też mi się podobasz.
-Wiesz, kiedy patrzę w twoje oczy, czuję, że odlatuję, a moje serce bije szybciej niż normalnie, wiem, że to co do Ciebie czuję jest szczere i pochodzi stąd - powiedział i przyłożył jej dłoń do swojego serca.
-Nie musisz nic mówić-zbliżyła się i obdarowała go pocałunkiem. Najpierw delikatnym, a później bardziej namiętnym. Gdy w końcu się od siebie oderwali Ona powiedziała:
-Teraz zaczynam wierzyć w magię walentynek.
-Ja też. Teraz czuję, że żyję, że wszystko jest możliwe, a świat należy do mnie.
-Do nas-poprawiła go.
-Tak, do nas-potwierdził On. To były najpiękniejsze walentynki w całym ich życiu.  Chciałoby się powiedzieć teraz coś w stylu 'I wszyscy żyli długo i szczęśliwie', może ty głupie, ale taka jest prawda.
On i Ona szczęśliwi i zakochani.


********************************************************************************
Hejka Miśki!
I co o tym sądzicie?
Troszkę krótki, ale myślę, że wam to nie przeszkadza.
Przepraszam, że tak późno, ale byłam dzisiaj w kinie.
Nie, nie z chłopakiem, z kumpelami. I to w dodatku na filmie animowanym 'Pingwiny z Madagaskaru' xD.
Po co komu faceci? Dziewczyny też mogą się świetnie bawić same xD
Wesołych walentynek Miśki :-*
Misja 5 pojawi się w niedzielę, poniedziałek lub wtorek.
Czekam na komentarze <3
Buziaki :-***
Misia







sobota, 7 lutego 2015

~Wszystko się zmieniło~Misja 4~

"Co należy zrobić po upadku?


To, co robią dzieci: podnieść się."




-Aldous Huxley





Ludmiła

I wtedy poczułam uderzenie w żebra. Ktoś, kto biegł za mną, potknął się o moje ciało leżące na ścieżce. Ten ktoś, tak jak ja biegł za szybko i spadł na ziemię. Próbowałam się podnieść, ale jego nogi leżące na moim brzuchu i przygniatające mnie do ziemi, skutecznie mi to uniemożliwiały. Wierciłam się, próbując  zwalić go z siebie. To jednak nie pomagało ani trochę. W pewnej chwili poczułam jak napręża się, gotowy do skoku. Obrócił się i jeszcze bardziej przygniótł mnie do ścieżki, tym razem rękami i klatką piersiową. Poczułam, jak pochyla się nad moim uchem. Jego ciepły oddech, owionął mój policzek.
- Teraz pójdziesz ze mną, Skarbeńku - wyszeptał złowieszczo. Przeraziłam się. Nie wiedziałam kim byli i co chcieli mi zrobić. Przerażała mnie jeszcze jedna rzecz. Porażka. Ja nigdy, NIGDY nie przegrywam! Jak to się mogło stać? Byłam na siebie wściekła. Jak mogłam potknąć się o jakiś głupi korzeń? To nie miało sensu. Czułam się... Czułam się taka... Czułam się przegrana.... Czułam się pokonana.... Czułam się bezsilna... Co teraz?
Nie miałam jednak czasu dłużej się nad tym zastanawiać, ponieważ przybiegli jego towarzysze. Wyglądali, jakby przebiegli maraton. Byli zdyszani. Nawet bardzo.  Chłopak, który na mnie 'leżał', łaskawie wstał. Odetchnęłam z ulgą. Jednak nie na długo, gdyż po kilku sekundach jeden z nich chwycił mnie w swoje umięśnione ramiona.
- Skarbeńku, nie patrz tak na mnie! To moja praca!-spojrzał mi w oczy i bezczelnie się uśmiechnął.
-Jeżeli mnie nie puścisz to....-zaczęłam i zacisnęłam pięści.
-To co? Jakie masz szanse rzucając się z pięściami na 3 facetów?-zaśmiał się pogardliwie drugi z nich. Zamilkłam. Wiedziałam, że mają rację. Zanieśli mnie do jakiegoś busa, a dwóch z nich usiadło po obu moich stronach. Trzeci usiadł za kierownicą i odpalił silnik. Jechał powoli. Jakby nic się nie stało i nikogo nie porwał. Po chwili postanowiłam ich o coś zapytać:
-Moglibyście chociaż oddać mi bransoletkę? Jest dla mnie bardzo ważna.
-Jaką bransoletkę?-zdziwił się chłopak, zwróciłam uwagę na jego włoski akcent.
-Nie udawaj idioty. Ta dzięki której mnie znaleźliście-ciągnęłam.
-Skąd ty wiesz, że to dzięki niej?-denerwował mnie chłopak siedzący za kółkiem. Mówili do niego Kosa.
-A)Zauważyłam jej zniknięcie. B)Podsłuchałam waszą rozmowę.
- O kurwa-westchnął trzeci z nich. Wydawał mi się znajomy.
-Jak ładna to pozdrów-rzuciłam.
-Dobra, Snajper wyciągnij bransoletkę i daj jej ją. - powiedział Włoch do gościa po mojej prawej.- Jest w moim plecaku.
-Jak tam chcesz Snake. - Jednak zamiast podać mi ją, zaczął obracać ją w dłoniach i mamrotać pod nosem.



Diego

Nie, nie, nie. Nie widziałem wcześniej tej bransoletki. Znaczy nie z tak bliska. Wydaję mi się taka znajoma. Jakbym już kiedyś ją trzymał, jakbym to ja ją kupił. Nagle mnie olśniło. Literki układające się w imię Ludmiła, wygrawerowany w środku numer telefonu.
Nie to nie może być prawda. Nie. Nie teraz! Nie ona. Nie TSS! Cholera. Doskonale pamiętam tę bransoletkę. I osobę, której ją podarowałem. Ale czy to możliwe, że moja siostra siedzi obok mnie? Wygląda inaczej. Kiedy ostatnim razem ją widziałem miała ciemne włosy nie blond. Ale..... Spojrzałem na zdziwioną twarz dziewczyny. To te same oczy. Ale wy nic o tym nie wiecie. Nikt nie wie. Nikt nie zna prawdy o mojej przeszłości.
Nawet chłopaki. Nikt. Chcecie poznać tę historię? Proszę bardzo. Wytłumaczę wam to najlepiej jak potrafię.
Lato. Rok 2009. Dom dziecka. Tak, dom dziecka. Ja i moja siostra.
Nasza matka była narkomanką. Nie umiała poradzić sobie z samą sobą, a co dopiero dwójką dzieci. Ojca nigdy nie poznałem, Lu też nie. Zresztą mieliśmy różnych ojców. Kiedy miałem 2 lata urodziła się Ludmiła,  a potem Matka zaćpała się na śmierć, a my trafiliśmy do domu dziecka. Opiekowałem się nią. Była jedyną bliską mi osobą na tym cholernym świecie. Lata mijały. Pewnego dnia, który okazał się najgorszym dniem mojego życia, do domu dziecka w przyjechało młode małżeństwo. Chcieli adoptować córeczkę. Ludmiła od razu zwróciła ich uwagę. Śliczna, drobna, ale też zaradna. Nie to co ja, łobuz, z którym zawsze są problemy.  Postanowili, że za miesiąc przyjadą po nią. Tylko po nią, mnie nie chcieli. Pamiętam, że Lu płakała. Ci durnie z zarządu powiedzieli, że to ze wzruszenia. Ale ja wiedziałem, że to kłamstwo. Zebrałem wszystkie swoje oszczędności i poszedłem do jubilera zamówić bransoletkę. Chciałem, żeby miała coś, co jej o mnie przypomni, a napis wygrawerowany w środku miał być żartem. W dzień jej wyjazdu, podarowałem jej bransoletkę. Zawsze myślałem, że to dzięki niej się odnajdziemy. I jak się okazuje, miałem stuprocentową rację.


Postanowiłem, jednak na razie nic nie mówić Lu, ani chłopakom. To będzie nasza słodka tajemnica. Nie zdradzicie im, prawda?






Federico

- Halo, ziemia do Snajpera!-wołałem patrząc na Diego wpatrującego się w bransoletkę.
-Co?-natychmiast podał biżuterię Lu.
-Nic, nic.-odparłem szybko.
-Dzięki wam chłopaki, ta bransoletka wiele dla mnie znaczy, dostałam ją od swojego brata,którego nie widziałam już od bardzo dawna.-jęknęła, a z jej oka popłynęła łza, którą natychmiast starła wierzchem dłoni.
-Spoko, jesteśmy terrorystami, ale nie jesteśmy bez serca-rzucił Leon.
-Jesteście terrorystami? Nic wam nie powiem!-zaczęła Ludmiła.
-Tak. Właśnie coś mówisz. Ale spokojnie, do tematu TSS przejdziemy później-powiedziałem.Kocham patrzeć jak ludzie się złoszczą, co ja na to poradzę?
-Nic wam nie powiem-zarzekała się. Jak każdy.
-To zostaniesz zabita-warknąłem.
-Co to za różnica, czy wam coś powiem czy nie? Jeśli nie powiem to będziecie trzymać mnie przy życiu dopóki czegoś nie wygadam, zabijecie mnie po jakimś tygodniu, dwóch tygodniach milczenia, a jak wam powiem od razu, wyciągniecie ze mnie potrzebne wam informacje, a potem zamordujecie, bo już za dużo widziałam-powiedział bezbarwnym tonem. Nie zdradzała żadnych emocji. Nieźle ją wyszkolili.
-Skąd ta pewność?-brnąłem dalej.
-Potrafię myśleć, w przeciwieństwie do was-odezwała się po chwili namysłu.
-Dlaczego w nas wątpisz?-uraziła mnie tymi słowami, ale nie zamierzałem dać tego po sobie poznać.
-Złamaliście trzy podstawowe zasady przeprowadzania misji, w ciągu pięciu minut.
-Jakie to zasady?-wiedziałem, że nie odpowie.
-Tajne
-I tak nam to zdradzisz.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Możemy tak całą noc skarbie-uśmiechnąłem się słodko i puściłem jej oczko. Coraz bardziej mnie intrygowała.




************************************************************************

Hejka Miśki!
I jak wam się podoba misja 4? Zdziwieni?
Next pojawi się za tydzień lub dwa, ale 14 lutego pojawi się Os(walentynkowy).
W misji 4, Diego zdradził wam kawałek swojej przeszłości. Jesteście ciekawi czyje wspomnienia poznacie w 5?
Na koniec chciałabym podziękować wam za 10 obserwatorów i ponad 5000 wyświetleń. Jesteście niesamowici! Dziękuję też za 22 komentarze pod misją 3, to wiele dla mnie znaczy, wasze wsparcie. Dzięki :-***
Czekam na komentarze.
Buziaki :-***
Misia


PS Sorki, że taki króciutki, ale przez cały tydzień nie było mnie w szkole i muszę nadrobić zaległości.