expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

niedziela, 1 marca 2015

~Wszystko się zmieniło~Misja 6~

Ludmiła

                -Dlaczego, żałujesz?-spytałam ponownie i chwyciłam jego dłoń.
-Raczej, przez kogo.-westchnął Snake i mocniej ścisnął moją dłoń.
-Przez kogo?-drążyłam temat.
-Nie wiesz?
-Nie bardzo.
-Przez ciebie Ludmiło.-spojrzał w moje oczy.
-Fede, to takie....-zaniemówiłam. Niestety nie zdążyliśmy zamienić ze sobą ani słowa więcej, ponieważ wszedł ich Szef.
-Co tam Snake? Widzę, że postanowiłeś ją przesłuchać. Dobra decyzja, ale mogłeś mnie uprzedzić. Powiedziała ci coś?-zapytał.
-Nic. Właśnie wychodzę.-odpowiedział.
-Chodź ze mną. Trzeba się naradzić, co z nią zrobić.-wyszli, a ja zostałam sama. Zaczęła mnie martwic ta sytuacja. A co jeśli zginę? Zginę i już nigdy nie zobaczę Diego.  Tak bardzo mi go brakuje. Tęsknię za naszymi rozmowami, wieczorami spędzanymi na knuciu planów, które nigdy nie zostaną wykorzystane. Tęsknię za jego obecnością. Ale zaraz... Mam broń. Może uda mi się uciec. Potrzebowałabym tylko małej pomocy..... Moje rozmyślania przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Stanął w nich zdenerwowany Federico. Zamknął drzwi i chwycił mnie za ramiona. Poczułam jego oddech na policzku. 
-Damien chce cię zabić. Jutro rano.-szepnął, a w moich oczach momentalnie pojawiły się łzy.
-Co ja mam zrobić?-odszepnęłam. Fede zauważył moje łzy i mocno mnie przytulił. Zaczął ścierać je wierzchem dłoni.
-Pomogę ci uciec. - szepnął.
-Ale wtedy narazisz się na niebezpieczeństwo. Wtedy zabiją ciebie.
-Nie. Mam plan.-zaczął mnie wtajemniczać. To może się udać. 

                 Po godzinie Federico znowu do mnie przyszedł. Czas zacząć zabawę. Otworzył drzwi, a ja pchnęłam go na ścianę, tak jak ustaliliśmy. Wybiegłam i skręciłam w prawo. Po drodze strzeliłam do dwóch strażników. Nie po to, zęby ich zabić, tylko spowolnić. Za mną biegł Snake. Pchnęłam drzwi i wybiegłam na dwór. Przeskoczyłam ogrodzenie. Biegłam przez las, na skraju, którego, będzie czekać na mnie Federico. Dobiegłam w umówione miejsce. Po pięciu minutach dołączył do mnie chłopak. 
-Dzięki. Wiszę ci przysługę-powiedziałam.
-Nie ma za co. Nie wybaczyłbym sobie, gdybym tego nie zrobił.
-Będziemy w kontakcie?-zapytałam z nadzieją.
-Pewnie. Może spotkamy się jutro na siłowni?
-Tej w centrum?
-Tak. Ok. Teraz musisz dobiec do skrzyżowania. Skręcisz w lewo i będziesz obok fabryki, z której cię porwaliśmy.
-Do zobaczenia Fede.
-Do zobaczenia Ludmiło.-powiedział, przytulił mnie, a potem... Sama nie wiem jak to się stało, ale... Pocałowaliśmy się. Zapamiętam ten moment. Na zawsze.


Francesca

                   Właśnie ja, Vilu, Leon i Diego wychodziliśmy z siłowni, kiedy zadzwonił mój telefon. Nie mogłam uwierzyć. To Ludmiła.
-Halo?
-Fran? Uciekłam. Przyjdziesz do mnie z Młodą?
-Uciekłaś? Skąd? Gdzie ty byłaś? 
-Opowiem wam wszystko później.
-Ok. Będziemy za 30 minut.-powiedziałam i zakończyłam rozmowę.
-Młoda, Ludmiła do mnie dzwoniła.
-Co?
-Chcę, żebyśmy do niej przyszły.
-Ok. Sory, chłopaki. Musimy iść.-Zwróciła się do nich.
-Szkoda...-nie usłyszałam co powiedzieli. Oddaliłyśmy się.


Camila

                TSS i terroryści..... Dlaczego tak trudno ich złapać?  Nie wpadłyśmy na żaden trop, a czas płynie. Musimy rozwiązać, tę sprawę. Ukrywają się, wyjątkowo dobrze. To jedyna sprawa, która sprawia mi trudność. Nie mam żadnego pomysłu, żadnego, nawet najmniejszego tropu. Mam ochotę podejść do ściany i walić w nią głową, swoją głową. Nie potrafię tego rozwiązać. Ale z drugiej strony, dużo trudniej byłoby mi się poddać. Camila i klęska nie mogą być razem w jednym zdaniu. Nigdy.



Violetta

                 Siedziałyśmy w pokoju Ludmiły i nadal nie mogłyśmy uwierzyć, że ona stoi przed nami. Cała i zdrowa.
-Ludmiłą, co się stało? 
-Pamiętacie, mówiłam wam, że zgubiłam bransoletkę.
-No... I?
-Zgubiłam ją na akcji....
-I?
-Znaleźli ją terroryści..
-Ale co oni tam robili?
-Chcieli odbić Młodą przed nami.
-Co?
-No to. I znaleźli bransoletkę. I tam jest mój numer.
-I?
-I wysłali SMS z zastrzeżonego. Myślałam, że to szef. A to byli terroryści. Uciekałam, ale potknęłam się o korzeń. I złapali mnie.
-Co?
-No. Przesłuchiwali mnie jakieś 4 razy...
-Powiedziałaś coś?
-Nie. Zwariowałaś? Ale uciekłam. Pomógł mi taki jeden....
-Uhhh.....
-I mnie..... Pocałował.... I jutro jesteśmy umówieni....
-Ale... To terrorysta!
-Wiem. Niestety.
-I co zrobisz?
-Nie wiem.....


*********************************************************************************
Hejka Miśki!
Dzięki za tak dużo komentarzy!
I za tak dużo wyświetleń!
Jesteście kochani!
Next za tydzień, lub dwa.
Sorka, że ten był taki krótki....
Czekam na komentarze!


PS Smutam! Ostatni dzień ferii! Kto przytuli?

Buziaki :-*

Misia<3


środa, 18 lutego 2015

~Wszystko się zmieniło~Misja 5~

Francesca

                 Wtorek. Wtorek jak każdy inny. Szkoła. Sory... Nie szkoła, tylko Sala Tortur. Przyszłam i od razu natknęłam się na Violettę. Za dwie minuty zaczyna się matematyka.
-Nie ma Ludmiły-powiedziała Młoda.
-Jak to?
-Nie wiem.
-Uspokój się, pewnie zaraz przyjdzie. Może zaspała.-Mówiłam choć sama w to nie wierzyłam.
-Chodźmy, może przyjdzie na drugą lekcję-pociągnęła mnie za rękę i powędrowałyśmy do sali 202.
                     Jednak Ludmiła nie przyszła na drugą lekcję. Ani na trzecią. Ani w ogóle. Postanowiłyśmy pójść sprawdzić, czy nie zachorowała. Oczywiście nie miałyśmy zamiaru tak po prostu wejść drzwiami. Chciałyśmy dostać się do jej pokoju przez okno. Dziwne? Nie. Dla nas to całkiem normalne. Zawsze składamy sobie wizyty w taki sposób. Jak zwykle przeskoczyłyśmy płot i wspięłyśmy się na jej balkon. Drzwi otworzyłyśmy wytrychem. Weszłyśmy do środka. W pokoju panował chaos. 
-Dziwne. Lu zawsze sprząta swój pokój-mruknęła Vilu. Obeszłyśmy dom, ale dziewczyny nigdzie nie było. Wróciłyśmy do jej sypialni i usiadłyśmy na łóżku.
-Sprawdźmy schowek na broń-powiedziałam-jeśli coś się stało, to broni będzie brakowało.-Zajrzałyśmy do szafy, z której wyjęłyśmy walizkę. Z walizki wyjęłyśmy sejf. Po otwarciu go, na naszych twarzach malowało się przerażenie. Brakowało pistoletu i trzech noży. Niedobrze. Bardzo niedobrze. 
-Chodźmy na siłownię. Tam myśli się dużo lepiej -stwierdziłam.
-Ok. Tylko schowajmy sejf. - przytaknęła  Viola. Po paru minutach byłyśmy już w drodze na siłownię.





Leon

          Ludmiła nadal nic nie mówi. Przesłuchiwaliśmy ją już 4 razy. Szef powoli traci cierpliwość.
Tymczasem ja, Snajper i Snake jedliśmy lunch.
-No chłopaki, ale nad kondycją to wy musicie jeszcze popracować-zaśmiał się Snake.
-Ej! O co ci chodzi do cholery?-Diego najwyraźniej się zdenerwował.
-O to, że wczoraj jak goniliśmy Lu, to byliście tak zmachani, że....-dalej nabijał się Fede.
-Ok, może masz rację. To pójdziemy dzisiaj na siłkę-zgodził się Snajper.
         Po około godzinie dotarliśmy na siłownię. To jedno z naszych ulubionych miejsc. Można się wyluzować, przypakować i poderwać fajne laski. Zdziwiło mnie to, że Snake nie chciał z nami pójść. Mówił, że jest czymś zajęty. Mnie tam wydaję się, że nie czymś, a kimś, ale... Ledwo weszliśmy na salę treningową, a przed naszymi oczami pojawiły się dwie fajne laseczki. Przeprowadzały ożywioną rozmowę. Mogłem rozróżnić, takie słowa jak: Ludmiła, dziwne, broń zniknęła, coś się stało, gdzie ona jest, szef się wkurwi. Ludmiła? Broń? Szef? Czy to.... Agentki z ekipy tej blondyny, którą uprowadziliśmy? Dobra, Leon, Ogar się. Za dużo myślisz, a myślenie boli. Po dwóch godzinach ćwiczeń ja i Diego postanowiliśmy zagadać do tych dziewczyn. Po za nimi i nami nikogo nie było w siłowni.
-Hej Dziewczyny-Diego posłał im, jeden ze swoich najcudowniejszych uśmiechów.
-Hej 'Niedziewczyny'-odpowiedziała laska z ombre. Była mega śliczna. Miałem na nią ochotę.
-Jak tam trening? Może wam pomóc?
-Nie dzięki. Jesteśmy ogarnięte.-odparła brunetka, która cały czas wpatrywała się w Snajpera. Zapowiadał się ciekawy wieczór.




Ludmiła

                Niczego im nie powiem. Nigdy. Mogą mi grozić, bić mnie, szantażować, torturować, ale i tak niczego się nie dowiedzą. Przesłuchiwali mnie już cztery razy. Widzę, że ten ich szef jest coraz bardziej wściekły. Gdy drzwi się otworzyły, spodziewałam się, że stanie w nich ich szef, ale zamiast niego zobaczyłam Snake. Podszedł i podał mi rękę, którą niepewnie uścisnęłam.
-Źle zaczęliśmy znajomość. Jestem Fede-Czy on się dobrze czuję?Zachowuje się jak nie on.
-Ok. Wszystko w porządku z twoją głową?-spojrzał na mnie jak na idiotkę, co mnie zirytowało.
-Tak.
-To o co ci chodzi?
-Po prostu chcę być miły.
-Wszyscy zawsze chcecie być mili, a w rzeczywistości chodzi wam o coś innego.
-Trochę zaufania do ludzi, co?
-Nikomu nie ufam.
-Nawet swoim rodzicom?-zdenerwowało mnie to pytanie. Co on sobie wyobraża?
-Nie mam rodziców.
-Każdy ich ma.
-Ale nie ja! Ok?Ojca nie znam, a matka nie żyje. Ćpunka pieprzona!
-Sory, nie wiedziałem. A swojemu bratu, jemu też nie ufasz?
-Oszalałeś? To jedyna osoba na świecie, której ufam! Nigdy by mnie nie okłamał. Wiem to. Chciałabym, jeszcze kiedyś go spotkać. 
-A jesteś w stanie zaufać mi?
-Nie wiem.
-Ok. Sekret za sekret. Co ty na to? Ty powiedziałaś mi, że nie ufasz ludziom, i że nie masz rodziców, a ja powiem ci, dlaczego dołączyłem do terrorystów. Co ty na to?
-Ok. Mogę spróbować.
-Kiedyś nie byłem taki zły, bezwzględny.
-A jaki byłeś?
-Normalny. Miły, ambitny, miałem marzenia...
-Jakie marzenia?
-Chciałem zostać piosenkarzem. 
-Co cię powstrzymało?
-Nie co, tylko kto.
-No dobra, kto?
-Moi starzy. 
-Nie ufasz im?
-Nie. Od tamtej pory nie.
-Ale co się stało?
-Byłem w X-factorze. Dzień przed finałem...-urwał i zamyślił się.
-Co się stało? Możesz mi zaufać-Tak, zaufanie, to słowo czyni cuda.
-Potrącił mnie samochód. Miałem wstrząs mózgu i nie mogłem wziąć udziału w finale.
-Czyj samochód?
-Moich rodziców. Zrobili to, bo chcieli, żebym dołączył do TSS.
-To chore. I postanowiłeś zrobić im na złość i dołączyć do terrorystów?-domyśliłam się.
-Tak, ale teraz, zacząłem się zastanawiać, czy dobrze zrobiłem.
-Dlaczego?
-......................................................................



********************************************************************************
Hejka Miśki!
Mój laptop wrócił dzisiaj z naprawy!
Sory, że taki krótki, ale nie miałam za bardzo czasu.
Dziękuję za 6000 wyświetleń!
Kocham was!
Czekam na komentarze!
Dużo komentarzy!
Komentujcie!
To od komentarzy,zależy kiedy pojawi się next!
Pobijecie liczbę 22?????
I mam dla was informację!
Mam.... FERIE!!!!!!!!!!!!!!!!! I będę się tym chwalić. XD
Jeszcze raz przepraszam za to coś wyżej.
Czekam na Twój komentarz!
Buziaki :-*
Misia :-*


PS Next w weekend albo w przyszłym tygodniu albo w przyszły weekend.

sobota, 14 lutego 2015

~Os walentynkowy~On i Ona~

                                         





Po raz kolejny siedzi i myśli.
Po raz kolejny czeka, aż ten dzień się skończy, choć dopiero się rozpoczął.
Po raz kolejny patrzy w lustro i wcale się nie uśmiecha.
Po raz kolejny zastanawia się czy kiedykolwiek będzie szczęśliwa.
Z nim.


Po raz kolejny siada przed komputerem i ogląda jej zdjęcia.
Po raz kolejny pisze do niej list miłosny, który nigdy nie zostanie wysłany.
Po raz kolejny żałuje, że nie ma odwagi powiedzieć jej co czuje.
Po raz kolejny zastanawia się czy kiedykolwiek będzie szczęśliwy. 
Z nią.



              Walentynki. Dla zakochanych to jeden z najpiękniejszych dni w roku. Kojarzy im się z miłością, kolacjami przy świecach, ramionach ukochanej osoby. Ale tej dziewczynie 14 lutego był bezsensowny. Kojarzył jej się z samotnymi wieczorami spędzonymi przed telewizorem, komediami romantycznymi i tonami czekoladek. Nie wiedziała czy tak będzie zawsze. Chciała wierzyć, że nie. Po raz kolejny stanęła przed lustrem i przyjrzała się swojemu odbiciu. Opadające na plecy blond włosy. Brązowe oczy, z których można było wyczytać smutek pomieszany z nadzieją. Usta pomalowane błyszczykiem. Długie nogi okryte czarnymi rurkami. Biała koszula w czarne grochy. Nie miała na co narzekać. Chłopcy się nią interesowali, a dziewczyny były o nią zazdrosne. Co z tego? To tylko pozory. Nie miała przyjaciół ani chłopaka. Czuła się samotna, opuszczona przez wszystkich, nieszczęśliwa.
                 Był 13 lutego. Chłopak siedział w swoim pokoju. Myślał o niej. O dziewczynie, która nie zwracała na niego uwagi. O dziewczynie, która na nikogo nie zwracała uwagi. O dziewczynie, która tylko z pozoru była szczęśliwa. O dziewczynie, której widok sprawiał, że serce chłopaka biło szybciej. Nigdy nie narzekał na brak zainteresowania ze strony płci przeciwnej. Podobał się dziewczynom. Były zakochane w jego czekoladowych oczach, białych zębach, grzywce, włoskim akcencie i spojrzeniu marzyciela. Ale mogłoby się wydawać, że ich nie zauważa. Interesowała go tylko ona. Zdawał sobie sprawę, że jeśli nic nie zrobi, to nigdy nie będzie szczęśliwy. W końcu odnalazł w sobie odwagę. Postanowił wykonać pierwszy krok. Bez względu na konsekwencje.
                 Obudził ją dźwięk dzwonka. Przetarła zaspane oczy i mimowolnie uśmiechnęła się. Może to jej rodzice? Chciałaby, żeby tak było. Wtedy ten dzień byłby trochę mniej beznadziejny.  Otworzyła drzwi, ale nikogo nie zobaczyła. Zdziwiło ją to. Nagle jej wzrok spoczął na kopercie niedbale wetkniętej pod wycieraczkę. Widniało na niej jej imię i nazwisko. Nic nadzwyczajnego, w końcu tu mieszka. Weszła do środka, zaparzyła sobie kawę i usiadła na kanapie. Przez kilka minut wpatrywała się w kopertę. Nie miała pojęcia kto mógł to wysłać. Powąchała ją i poczuła zapach męskich perfum Cudownych perfum. Otworzyła ją. W środku był list. List miłosny.

Kochana Ludmiło,
już od dłuższego czasu zbierałem się na odwagę, aby do Ciebie napisać. 
Pewnie pomyślisz, że to głupie, ale dzisiaj są walentynki i dlatego chcę wyznać Ci co do Ciebie czuję. Ale może nie będę o tym pisał. Przyjdź dzisiaj o 16.00 do kawiarni 'Bueno'  przy ulicy Amarillo. Będę na Ciebie czekać.
Na zawsze twój,
Federico.

Dziewczyna uśmiechnęła się. Jeszcze nigdy nie dostała listu miłosnego. A kim jest Federico? Wbrew pozorom doskonale wiedziała, kto jest nadawcą listu. Poszła do swojej garderoby i rozpoczęła przygotowania. Nie mogła doczekać się tego spotkania.
                     Chłopak  czekał na swoją wybrankę. Rozglądał się, szukając jej wzrokiem. Nagle zobaczył jak Ona wchodzi przez drzwi. Wyglądała jeszcze piękniej niż zazwyczaj. Włosy jak zwykle lśniły niczym słońce. Oczy zazwyczaj smutne, teraz były rozpromienione. Na jej ustach wykwitł piękny, naturalni i niewymuszony uśmiech. Ubrana była w czerwoną sukienkę. Nie mógł oderwać od niej wzroku. Mógłby tak siedzieć i patrzeć na nią godzinami. Ludmiła usiadła obok niego. Dziwne. Skąd wiedziała, że to on?
-Skąd wiedziałaś, że to ja?
-Przeczucie.
-Nawet nie wiesz jak długo marzyłem o tej chwili. Ale dla Ciebie to pewnie bez znaczenia-westchnął i posmutniał.
-Dlaczego tak sądzisz?-zapytała z bólem, patrząc mu głęboko w oczy.
-Podobasz się wielu chłopakom. I pewnie nie jesteś singielką.
-Federico, ja nie mam chłopaka.-wyznała, a jej ręka nieznacznie przysunęła się do jego dłoni.
-Naprawdę?
-Tak. Co chciałeś mi wyznać Federico?\
-Ludmiła... Ja....Chcę.. Ci... Powiedzieć... Że.... Kocham.... Cię....-wyjąkał, po czym chwycił jej dłoń.
-O Boże, Fede ja....
-Nie musisz nic mówić. Wiem, że chcesz powiedzieć, że nic z tego nie będzie.
-Federico, nie pozwoliłeś mi dokończyć. Też mi się podobasz.
-Wiesz, kiedy patrzę w twoje oczy, czuję, że odlatuję, a moje serce bije szybciej niż normalnie, wiem, że to co do Ciebie czuję jest szczere i pochodzi stąd - powiedział i przyłożył jej dłoń do swojego serca.
-Nie musisz nic mówić-zbliżyła się i obdarowała go pocałunkiem. Najpierw delikatnym, a później bardziej namiętnym. Gdy w końcu się od siebie oderwali Ona powiedziała:
-Teraz zaczynam wierzyć w magię walentynek.
-Ja też. Teraz czuję, że żyję, że wszystko jest możliwe, a świat należy do mnie.
-Do nas-poprawiła go.
-Tak, do nas-potwierdził On. To były najpiękniejsze walentynki w całym ich życiu.  Chciałoby się powiedzieć teraz coś w stylu 'I wszyscy żyli długo i szczęśliwie', może ty głupie, ale taka jest prawda.
On i Ona szczęśliwi i zakochani.


********************************************************************************
Hejka Miśki!
I co o tym sądzicie?
Troszkę krótki, ale myślę, że wam to nie przeszkadza.
Przepraszam, że tak późno, ale byłam dzisiaj w kinie.
Nie, nie z chłopakiem, z kumpelami. I to w dodatku na filmie animowanym 'Pingwiny z Madagaskaru' xD.
Po co komu faceci? Dziewczyny też mogą się świetnie bawić same xD
Wesołych walentynek Miśki :-*
Misja 5 pojawi się w niedzielę, poniedziałek lub wtorek.
Czekam na komentarze <3
Buziaki :-***
Misia







sobota, 7 lutego 2015

~Wszystko się zmieniło~Misja 4~

"Co należy zrobić po upadku?


To, co robią dzieci: podnieść się."




-Aldous Huxley





Ludmiła

I wtedy poczułam uderzenie w żebra. Ktoś, kto biegł za mną, potknął się o moje ciało leżące na ścieżce. Ten ktoś, tak jak ja biegł za szybko i spadł na ziemię. Próbowałam się podnieść, ale jego nogi leżące na moim brzuchu i przygniatające mnie do ziemi, skutecznie mi to uniemożliwiały. Wierciłam się, próbując  zwalić go z siebie. To jednak nie pomagało ani trochę. W pewnej chwili poczułam jak napręża się, gotowy do skoku. Obrócił się i jeszcze bardziej przygniótł mnie do ścieżki, tym razem rękami i klatką piersiową. Poczułam, jak pochyla się nad moim uchem. Jego ciepły oddech, owionął mój policzek.
- Teraz pójdziesz ze mną, Skarbeńku - wyszeptał złowieszczo. Przeraziłam się. Nie wiedziałam kim byli i co chcieli mi zrobić. Przerażała mnie jeszcze jedna rzecz. Porażka. Ja nigdy, NIGDY nie przegrywam! Jak to się mogło stać? Byłam na siebie wściekła. Jak mogłam potknąć się o jakiś głupi korzeń? To nie miało sensu. Czułam się... Czułam się taka... Czułam się przegrana.... Czułam się pokonana.... Czułam się bezsilna... Co teraz?
Nie miałam jednak czasu dłużej się nad tym zastanawiać, ponieważ przybiegli jego towarzysze. Wyglądali, jakby przebiegli maraton. Byli zdyszani. Nawet bardzo.  Chłopak, który na mnie 'leżał', łaskawie wstał. Odetchnęłam z ulgą. Jednak nie na długo, gdyż po kilku sekundach jeden z nich chwycił mnie w swoje umięśnione ramiona.
- Skarbeńku, nie patrz tak na mnie! To moja praca!-spojrzał mi w oczy i bezczelnie się uśmiechnął.
-Jeżeli mnie nie puścisz to....-zaczęłam i zacisnęłam pięści.
-To co? Jakie masz szanse rzucając się z pięściami na 3 facetów?-zaśmiał się pogardliwie drugi z nich. Zamilkłam. Wiedziałam, że mają rację. Zanieśli mnie do jakiegoś busa, a dwóch z nich usiadło po obu moich stronach. Trzeci usiadł za kierownicą i odpalił silnik. Jechał powoli. Jakby nic się nie stało i nikogo nie porwał. Po chwili postanowiłam ich o coś zapytać:
-Moglibyście chociaż oddać mi bransoletkę? Jest dla mnie bardzo ważna.
-Jaką bransoletkę?-zdziwił się chłopak, zwróciłam uwagę na jego włoski akcent.
-Nie udawaj idioty. Ta dzięki której mnie znaleźliście-ciągnęłam.
-Skąd ty wiesz, że to dzięki niej?-denerwował mnie chłopak siedzący za kółkiem. Mówili do niego Kosa.
-A)Zauważyłam jej zniknięcie. B)Podsłuchałam waszą rozmowę.
- O kurwa-westchnął trzeci z nich. Wydawał mi się znajomy.
-Jak ładna to pozdrów-rzuciłam.
-Dobra, Snajper wyciągnij bransoletkę i daj jej ją. - powiedział Włoch do gościa po mojej prawej.- Jest w moim plecaku.
-Jak tam chcesz Snake. - Jednak zamiast podać mi ją, zaczął obracać ją w dłoniach i mamrotać pod nosem.



Diego

Nie, nie, nie. Nie widziałem wcześniej tej bransoletki. Znaczy nie z tak bliska. Wydaję mi się taka znajoma. Jakbym już kiedyś ją trzymał, jakbym to ja ją kupił. Nagle mnie olśniło. Literki układające się w imię Ludmiła, wygrawerowany w środku numer telefonu.
Nie to nie może być prawda. Nie. Nie teraz! Nie ona. Nie TSS! Cholera. Doskonale pamiętam tę bransoletkę. I osobę, której ją podarowałem. Ale czy to możliwe, że moja siostra siedzi obok mnie? Wygląda inaczej. Kiedy ostatnim razem ją widziałem miała ciemne włosy nie blond. Ale..... Spojrzałem na zdziwioną twarz dziewczyny. To te same oczy. Ale wy nic o tym nie wiecie. Nikt nie wie. Nikt nie zna prawdy o mojej przeszłości.
Nawet chłopaki. Nikt. Chcecie poznać tę historię? Proszę bardzo. Wytłumaczę wam to najlepiej jak potrafię.
Lato. Rok 2009. Dom dziecka. Tak, dom dziecka. Ja i moja siostra.
Nasza matka była narkomanką. Nie umiała poradzić sobie z samą sobą, a co dopiero dwójką dzieci. Ojca nigdy nie poznałem, Lu też nie. Zresztą mieliśmy różnych ojców. Kiedy miałem 2 lata urodziła się Ludmiła,  a potem Matka zaćpała się na śmierć, a my trafiliśmy do domu dziecka. Opiekowałem się nią. Była jedyną bliską mi osobą na tym cholernym świecie. Lata mijały. Pewnego dnia, który okazał się najgorszym dniem mojego życia, do domu dziecka w przyjechało młode małżeństwo. Chcieli adoptować córeczkę. Ludmiła od razu zwróciła ich uwagę. Śliczna, drobna, ale też zaradna. Nie to co ja, łobuz, z którym zawsze są problemy.  Postanowili, że za miesiąc przyjadą po nią. Tylko po nią, mnie nie chcieli. Pamiętam, że Lu płakała. Ci durnie z zarządu powiedzieli, że to ze wzruszenia. Ale ja wiedziałem, że to kłamstwo. Zebrałem wszystkie swoje oszczędności i poszedłem do jubilera zamówić bransoletkę. Chciałem, żeby miała coś, co jej o mnie przypomni, a napis wygrawerowany w środku miał być żartem. W dzień jej wyjazdu, podarowałem jej bransoletkę. Zawsze myślałem, że to dzięki niej się odnajdziemy. I jak się okazuje, miałem stuprocentową rację.


Postanowiłem, jednak na razie nic nie mówić Lu, ani chłopakom. To będzie nasza słodka tajemnica. Nie zdradzicie im, prawda?






Federico

- Halo, ziemia do Snajpera!-wołałem patrząc na Diego wpatrującego się w bransoletkę.
-Co?-natychmiast podał biżuterię Lu.
-Nic, nic.-odparłem szybko.
-Dzięki wam chłopaki, ta bransoletka wiele dla mnie znaczy, dostałam ją od swojego brata,którego nie widziałam już od bardzo dawna.-jęknęła, a z jej oka popłynęła łza, którą natychmiast starła wierzchem dłoni.
-Spoko, jesteśmy terrorystami, ale nie jesteśmy bez serca-rzucił Leon.
-Jesteście terrorystami? Nic wam nie powiem!-zaczęła Ludmiła.
-Tak. Właśnie coś mówisz. Ale spokojnie, do tematu TSS przejdziemy później-powiedziałem.Kocham patrzeć jak ludzie się złoszczą, co ja na to poradzę?
-Nic wam nie powiem-zarzekała się. Jak każdy.
-To zostaniesz zabita-warknąłem.
-Co to za różnica, czy wam coś powiem czy nie? Jeśli nie powiem to będziecie trzymać mnie przy życiu dopóki czegoś nie wygadam, zabijecie mnie po jakimś tygodniu, dwóch tygodniach milczenia, a jak wam powiem od razu, wyciągniecie ze mnie potrzebne wam informacje, a potem zamordujecie, bo już za dużo widziałam-powiedział bezbarwnym tonem. Nie zdradzała żadnych emocji. Nieźle ją wyszkolili.
-Skąd ta pewność?-brnąłem dalej.
-Potrafię myśleć, w przeciwieństwie do was-odezwała się po chwili namysłu.
-Dlaczego w nas wątpisz?-uraziła mnie tymi słowami, ale nie zamierzałem dać tego po sobie poznać.
-Złamaliście trzy podstawowe zasady przeprowadzania misji, w ciągu pięciu minut.
-Jakie to zasady?-wiedziałem, że nie odpowie.
-Tajne
-I tak nam to zdradzisz.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Możemy tak całą noc skarbie-uśmiechnąłem się słodko i puściłem jej oczko. Coraz bardziej mnie intrygowała.




************************************************************************

Hejka Miśki!
I jak wam się podoba misja 4? Zdziwieni?
Next pojawi się za tydzień lub dwa, ale 14 lutego pojawi się Os(walentynkowy).
W misji 4, Diego zdradził wam kawałek swojej przeszłości. Jesteście ciekawi czyje wspomnienia poznacie w 5?
Na koniec chciałabym podziękować wam za 10 obserwatorów i ponad 5000 wyświetleń. Jesteście niesamowici! Dziękuję też za 22 komentarze pod misją 3, to wiele dla mnie znaczy, wasze wsparcie. Dzięki :-***
Czekam na komentarze.
Buziaki :-***
Misia


PS Sorki, że taki króciutki, ale przez cały tydzień nie było mnie w szkole i muszę nadrobić zaległości.


niedziela, 25 stycznia 2015

~Wszystko się zmieniło~Misja 3~

"W spoglądaniu śmierci w oczy najśmieszniejsze jest to, że człowiek błyskawicznie zyskuje właściwą perspektywę."
                                      James Patterson
                                      "Maximum Ride Eksperyment 'Anioł' "





Federico

                I co? I nic. Wróciłem z klubu do bazy. Leon i Diego wrócili do domów. Nie piliśmy. Dlaczego? Nie wiem, ja nie chciałem. Moje myśli wciąż błądziły wokół bransoletki i tajemniczej Ludmiły. Poszedłem do biura szefa, żeby się czegoś dowiedzieć.
Siedział i wpatrywał się w ekran komputera. 
- Szefie, czy mogę wziąć bransoletkę do analizy?-zapytałem.
- Tak, tak..... Ale przynieś mi ją z powrotem! - Zgodził się. Sięgnąłem po nią i udałem się do pracowni na końcu korytarza. Była pusta. Tak jak się spodziewałem. Usiadłem przy jednym z biurek i przez chwilę wpatrywałem się w srebrne literki. Była całkowicie zwyczajna. Nie, jednak nie! Kiedy ją odwróciłem, dostrzegłem wygrawerowane w środku cyferki.  Było ich dziewięć. Obok zobaczyłem napis ' Jeśli to znalazłeś, zadzwoń '. Wiedziałem. Wiedziałem, że to wyjątkowa bransoletka, ale nie sądziłem, że aż tak bardzo. Poszedłem podzielić się tym odkryciem. Po chwili zjawił się również Snajper i Kosa. Byliśmy podnieceni. To mogło wiele zmienić. Teraz mogliśmy wygrać. Po raz pierwszy! Zawsze przegrywaliśmy z TSS, a teraz... Ta agentka musi być kimś ważnym. Czuję to. 
                Natychmiast zajęliśmy się opracowaniem planu. Był doskonały. Dopracowaliśmy każdy szczegół. Pewnie myślicie, że wam o nim opowiem? Nie. Wszystkiego dowiecie się w swoim czasie. Czyli już wkrótce.




Ludmiła

                 Byłam właśnie pod prysznicem i rozmyślałam nad tym, gdzie mogłam zgubić moją bransoletkę(po powrocie ze szkoły zauważyłam jej zniknięcie), gdy nagle usłyszałam sygnał przychodzącego SMSa. Nie zdziwiłam się zbytni, gdy na ekranie pojawiło się ' Numer prywatny ', szef TSS zawsze wysyłał wiadomości spod 'Numeru prywatnego'. Byłam pewna, że to on, jednakże zdziwiło mnie, że pisze do mnie w poniedziałek. To nigdy się nie zdarzało. Zastanowiłam się jak poważna musi być sytuacja skoro wysyła mi SMS w poniedziałek. Przecież wczoraj byłam w bazie. Napisał:

' Ludmiło, za godzinę przyjedź do opuszczonej fabryki na ulicy(sorki, nie mogę wam powiedzieć jakiej, tajemnica zawodowa). Sytuacja wyjątkowa! Bez ciebie nie damy rady.'

O co może chodzić? Ciekawość zżerała mnie od środka. Założyłam czarną bluzę z kapturem, tenisówki i dresy. Dla pewności wzięłam też broń i kilka noży(ostrożności nigdy za wiele). Wyszłam przez okno i sprawnie przeskoczyłam płot. Skręciłam do lasu i pobiegłam na umówione miejsce. Na szczęście nie było zbytnio oddalone od mojego domu. Jakieś 1,5 km. Po chwili zobaczyłam tą fabrykę. Wyglądała upiornie. Rozejrzałam się uważnie, lecz nie zobaczyłam nic niepokojącego. Bezszelestnie weszłam do środka. Ku mojemu zaskoczeniu nikogo tam nie było. Zręcznie wspięłam się na jedną z belek pod sufitem. Siedziałam tam i wpatrywałam się w mrok. Wiedziałam, że przybyłam przed czasem. Minęło parę minut, gdy nagle pojawiły się trzy postacie. Na początku myślałam, że to Czarna, Młoda i Nicolas, ale... To na pewno nie byli oni. To była trójka umięśnionych groźnie wyglądających, młodych mężczyzn. Wytężyłam słuch. Do moich uszu dobiegły słowa:
- Ok, Snake, jeszcze  jej nie ma.
- Dobra to na stanowiska. Złapiemy ją gdy tylko wejdzie. Wszystko dzięki jakieś głupiej bransoletce. Hahaha!- I wtedy mnie oświeciło. To nie Nicolas. To ktoś inny. Ktoś kto znalazł moją bransoletkę. Jeszcze mocniej przycisnęłam się do belki, mając nadzieję, że mnie nie zauważą i czekając na rozwój wydarzeń. Minęło jakieś pięć minut, kiedy odezwał się jeden z nich.
- Chłopaki dziewczyna miała pojawić się tu trzy minuty temu.
- Może się spóźnia.
- Oszalałeś? Wiesz jakie surowe zasady panują w TSS! Każde spóźnienie jest karane.
- No to może nas przejrzała.
- To możliwe albo.....
- Albo co?
- Jest tutaj i się ukrywa. - Chociaż nie widziałam jego twarzy to byłam pewna, że się uśmiecha. Wstrzymałam oddech.
- Kochanie! Chodź do nas! Nie bój się ! Nie zrobimy ci krzywdy! - ta, jasne. Myślą, że jestem naiwna? Że się ich boję i dlatego zrobię to co każą? Że jestem słaba? NIE, NIE i NIE. Nagle usłyszałam strzał. To oni. Strzelali do góry kartonów w prawym rogu fabryki. Wiedzieli, że tu jestem, ale nie wiedzieli gdzie jestem. Nie widzieli mnie. A ja ich tak. I to dawało mi przewagę. Co z tego, że było ich trzech? Ja byłam szybsza, miałam lepszy wzrok, umiałam zapanować nad paniką i byłam dużo lepiej wyszkolona. Skąd to wiem? Nie mieli pojęcia o strategii.
1. Nigdy nie ujawniaj swojej obecności.
2. Nie strzelaj, jeśli nie widzisz ofiary.
3. Nie rozmawiaj o misji, gdy nie masz pewności, że nikt cię nie podsłuchuje.
To takie trzy główne zasady. Złamali je wszystkie. Co z tego, że spoglądam śmierci w oczy? Natychmiast zyskałam właściwą perspektywę. Czas się zabawić. Wstałam i przeskoczyłam nad ich głowami lądując na belce przy wyjściu.
- Tam jest! Nie może nam uciec! - krzyczeli. Tymczasem ja byłam już na zewnątrz. Wolna. Biegłam najszybciej jak potrafiłam, ale oni deptali mi po piętach. Skręciłam do lasu. Znałam ten teren, więc nie mieli ze mną szans.
- Tylko pamiętajcie, ma być cała! - darł się jeden z nich. Ja tak, wy niekoniecznie. Pomyślałam.
Wybiegłam na ulicę i wpadłam na ławkę. Z niej wskoczyłam na mur. Po chwili byłam już po drugiej stronie. Przyspieszyłam. Nie mogli mnie dogonić. Schowałam się za koszem na śmieci i obserwowałam jak próbują przeskoczyć mur. Żałosne. Gdy w końcu im się to udało, wymierzyłam w ich stronę pistolet. Ale... Nie strzeliłam... Nie mogłam tego zrobić. Nie wiem dlaczego. Czyżbym stała się miękka? Nie. To niemożliwe. Zresztą było już za późno. Zobaczyli mnie. Uciekłam. Powoli zaczynałam odczuwać zmęczenie. No bo przecież ile można biec? Nie poddawałam się jednak. Wiedziałam, że jeśli zatrzymam się chociaż na chwilę to mnie złapią. Znowu wbiegłam do lasu. Zboczyłam ze ścieżki i  pędziłam co tchu, co chwilę ocierając się o krzaki i pnie drzew. Bolało. Miałam pełno zadrapań. Ale zacisnęłam zęby i jeszcze trochę przyspieszyłam. Za sobą słyszałam kroki i groźby wysuwane w moim kierunku. Nic sobie z tego nie robiłam, choć przyznaję, że niektóre z nich były wyjątkowo paskudne. Nie wiem jak długo tak biegłam. Może 10 minut? Może godzinę? A może 2 godziny? W pewnej chwili potknęłam się o wystający korzeń. Biegłam bardzo szybko, więc natychmiast runęłam na ziemię. I wtedy.............................


***************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************
Hejka Miśki!
Tak, wiem, że dłuuugo czekaliście na ten rozdział i dlatego przepraszam, że jest on taki krótki i beznadziejny.
Następny będzie za dwa tygodnie. Przykro mi. Nadrobię to we ferie. (16 luty - 2 marca Smutam!)
No to co?
Do następnego!
Piszcie co myślicie.
Jeśli tu byłeś zostaw po sobie komentarz! Chociaż kropkę. Taki mały gest, a sprawi, że poczuję się lepiej.
Jeszcze raz przepraszam za to coś do góry.
Buziaki<3
Misia.




PS Czytasz-Komentujesz-Motywujesz





środa, 21 stycznia 2015

LBA 2

Nominowała mnie Ola z bloga http://ratujmojeserce.blogspot.com/ 





Pytania od Oli
1. Ulubiony bohater i bohaterka z serialu
   Federico i Ludmiła <3
2. Co sądzisz o trzecim sezonie Violetty? 
   Jest całkiem spoko. 
3. Gdybyś mogła zmienić coś w naszym fioletowym serialu to co by to było?
    Viola powinna być mniej niezdecydowana. Co sezon miota się pomiędzy dwoma chłopakami.
4. Gdybyś mogła zamienić się miejscem z jedną postacią serialu to kim byś była?
   Na pewno Ludmiłą :-***
5. Czy jedziesz na koncert Violetta live w Łodzi? 
  Nie.
6. Którą pare z serialu lubisz najbardziej?(wyjaśnij swój wybór)
  Fedemiłę. Dlaczego? Kocham ich. Ten dobry i ta zła. Takie słodkie.  Nikt się tego nie spodziewał. Lubię jak mnie coś zaskoczy. <3
7. Czy czytasz mój blog? 
 Czasami, kiedy znajdę chwilę to czytam <3 Czyli ogólnie tak :-***
8. Co zmotywowało Cię do napisania własnego bloga? 
  Tak w zasadzie to nic. (przyjaciele?)
9. Czy masz swoje ulubione blogi? Jeżeli tak to napisz adresy
  Szczerze to mam ich tak dużo, że wklejanie linków zajęłoby mi mega dużo czasu.
10. Ile masz lat? 
12
11. Co sądzisz o hejterach serialu 
 Nienawidzę ich. Są po prostu żałośni. 


Moje pytania:
1. Jaki jest twój ulubiony kolor?
2. Ulubiona piosenka
3. Czy lubisz czytać książki, jeśli tak to jakie?
4. Najlepsza książka jaką czytałaś.
5. Kiedy masz urodziny?
6. Dlaczego założyłaś bloga?
7. Kogo z serialu Violetta lubisz najbardziej?
8. Ile masz lat?
9. Czy czytasz mój blog?
10. Co sądzisz o moim blogu?
11. Który sezon Violetty podobał Ci się najbardziej?


Nominowani:
1. opowiadaniadiegoifran.blogspot.com
2. http://enjoy-your-life-and-never-give-up.blogspot.com/
3. http://imagine-its-easy-if-you-try.blogspot.com/
4. http://list-od-serca.blogspot.com/
5. http://violetta-kolorowy-swiat-os-nina.blogspot.com/
6. http://opowiadanie-leonetta.blogspot.com/
7. http://juntos-para-siempre-fedmila.blogspot.com/
8. http://violettaodnowa.blogspot.com/
9. http://mojeserceszukabezustannie.blogspot.com/
10. http://wspomnienia-trwaja-przez-cale-zycie.blogspot.com/
11. http://ciemne-mysli-jasnieja-noca.blogspot.com/



Ok. Teraz trochę spraw organizacyjnych.
1. Mega, mega was przepraszam, że nie ma jeszcze Misji 3, ale jestem teraz zawalona robotą. Szkoła wykańcza.
2. Next pojawi się w weekend na 110%
3. Zauważyłam, że pod misją 2, było o połowę mniej komentarzy niż pod Misją 1. Smutam!
Buziaki!


Misia:-***

piątek, 2 stycznia 2015

~Wszystko się zmieniło~Misja 2~


Violetta




             W samochodzie panowała napięta atmosfera. Nikt się nie odzywał. Ciszę zakłócało jedynie radio. Czułam jak skręca mnie w żołądku. Nie mogłam zapanować nad drżeniem rąk i uważnie rozglądałam się po samochodzie. Czekałam, aż coś się wydarzy. A raczej aż Żyleta wybuchnie. Zawsze tak robi. Wzbudza we mnie złudne poczucie bezpieczeństwa, a potem nagle... BUM! Drze się jak opętana i grozi, że mi nogi z dupy powyrywa.Ok, nawaliłam i dałam się złapać. Ale co miałam zrobić? Ten koleś zaszedł mnie od tyłu i groził, że mnie zabije! Im bardziej zbliżałyśmy się do bazy, tym większy ogarniał mnie strach. A co jeśli mnie wywalą? Nie, to niemożliwe. Najwyżej zawieszą mnie na jakiś czas. Dotarłyśmy na miejsce i zaparkowałyśmy minivana w pobliżu bazy.
Przed wejściem czekał ochroniarz, który na nasz widok odsunął się i gestem zaprosił do środka. Wpuścił nas i nie kazał pokazać identyfikatora ani podać pseudonimu. Nie musiałyśmy tego robić, bo każdy doskonale wiedział kim jesteśmy. Najsilniejsza i najseksowniejsza trójka w całym TSS. Nikt nie mógł się z nami równać. Niezwyciężone. W holu przywitały nas ukradkowe spojrzenia rzucane przez innych agentów. Ich oczy wyrażały ciekawość,  szacunek i......Strach. Bali się nas.
               Natychmiast skierowałyśmy się do biura Nicolasa - Szefa. Ludmiła energicznie zapukała do drzwi.
- Proszę - zza drzwi dobiegł nas głos Szefa. Przekroczyłyśmy próg i stanęłyśmy przed nim. Rzucił na Czarną i Żyletę szybkie spojrzenie, a potem jego wzrok zatrzymał się na mnie.
- O! Kogo my tu mamy! Widzę, że misja się udała. A co do Ciebie Młoda, to ze względu na to, że to dopiero twoja druga akcja nie zostaniesz ukarana. Ale następnym razem wyciągnę odpowiednie konsekwencje.  Pisemny opis sprawy macie dostarczyć w ciągu tygodnia. A teraz proszę o raport.-powiedział, a mi strasznie ulżyło. Teraz muszę tylko dopilnować, aby ta sytuacja nigdy więcej się nie powtórzyła.
-Dzisiejszej nocy agentka Żyleta i agentka Czarna brały udział w misji uwolnienia agentki Młoda z baraku, w którym została uwięziona przez strażników laboratorium. Ochroniarze próbowali nas powstrzymać grożąc użyciem siły.  Zastrzeliłam ich. Była ich czwórka. W tym czasie Czarna uwolniła Młodą i potem przyjechałyśmy do bazy.-Skończyła Ludmiła. Zawsze dziwi mnie jej -
opanowanie.
- Dziękuję. Możecie odejść. Do zobaczenia za tydzień!-pożegnał się.
- Do zobaczenia!-odpowiedziała Francesca. Potem poszłyśmy razem do szatni. Gdy tylko przekroczyłyśmy próg Żyleta zwróciła się do mnie.
- Słuchaj Młoda! Dzisiaj ci odpuszczę, ale nie myśl sobie, że to coś znaczy! Po prostu nie mam już do ciebie siły! - sięgnęła po swoją torbę, z której wyciągnęła różowy sweter, czarne rurki i tenisówki(kiedy przebywałyśmy w bazie, musiałyśmy nosić czarne uniformy z logo TSS). Nie odpowiedziałam. Doskonale wiedziałam, że nie mogę więcej zawieść. Blondynka powoli zaczęła się przebierać. Francesca zakładała już kurtkę i zbierała się do wyjścia. Tylko ja stałam w miejscu. Gdy w końcu się ogarnęłam dziewczyn już nie było. zrezygnowana chwyciłam swoją koszulę. Jutro szkoła.... Nie chcę tam iść. Tam mają mnie za zero.  Nie chcę tego. Chcę, żeby wszyscy wiedzieli kim jestem i co robię w weekendy. Chcę, żeby wiedzieli do czego jestem zdolna....




Diego



   - Co?! Po raz kolejny nie wykonaliście misji?! - wrzeszczał na nas szef. Był wściekły i wcale mu się nie dziwię.
- Ale....-chciał się usprawiedliwiać Wąż(Fede).
- Nie mam ochoty słuchać waszych tłumaczeń! Przez was ponosimy zbyt wiele szkód! TSS cały czas z nami wygrywa! Mam tego dość! Nie jestem przegranym! Jestem zwycięzcą! Tak samo jak wy! - przerwał mu Damien.
-Szefie... Może nie mamy agentki, ale mamy to - powiedział Kosa(Leon) podając mu bransoletkę zalezioną przez Federico.
- Co to? - zdziwił się.
- Znaleźliśmy to przy baraku. Podejrzewamy, że zgubiła ją jedna z tajnych agentek. - wytłumaczyłem.
- Hmmm... To może być ważny trop. Brawo chłopcy!- pochwalił nas - A teraz idźcie stąd!
- Do widzenia szefie! - wyszliśmy na korytarz i skierowaliśmy się do łazienki. Tam usiedliśmy na płytkach i zaczęliśmy rozmawiać.
- Eeee. Snajper? Jesteś z nami? - dopytywał się Leon.
- Yyyyyy. Tak. Tylko... Zamyśliłem się - odparłem.
- Chłopaki, jak myślicie, czy to bransoletka jednej z agentek? - męczył nas Fede.
- Nie mam pojęcia. Całkiem możliwe. - odpowiedziałem.
- Hmmm... Ludmiła.. Znacie jakąś Ludmiłę? - znowu zagadnął Wąż.
- Moja kuzynka ma na imię Ludmiła. - zamyślił się Leon.
- Co???? - wykrzyknęliśmy jednocześnie.
- Ale to raczej nie ona. Ma 10 lat i bawi się lalkami - zaśmiał się Kosa.
- Pfff.... No to kto?
- A może ona nie należy do TSS, tylko do kogoś z ochrony? -spytałem.
- Nie - Wąż pokręcił przecząco głową - widziałem te trupy. Byli to sami mężczyźni. Martwi mężczyźni. 
- Trzeba zbadać tę sprawę- zamyśliłem się. - A przy piwie myśli się dużo lepiej! Idziemy?
- No pewnie!





Ludmiła

   
              Wróciłam do domu i od razu rzuciłam się na łóżko. Myślałam o tym co się dzisiaj wydarzyło. Nie mogę już doczekać się piątku. Dlaczego? W każdy piątek po powrocie do domu szybko odrabiam lekcje, szykuję sobie ciuchy na poniedziałek, pakuję plecak i sprzątam pokój, a potem..... Jadę do bazy. Na cały weekend. I wracam dopiero w niedzielę. W nocy. Jak to możliwe, że moi rodzice jeszcze nie dowiedzieli się o TSS? To proste. Cały czas pracują, jeżdżą na delegacje, wyjeżdżają za granicę itd... A nawet jeśli są w piątek w domu to i tak nie zauważają, kiedy wychodzę i kiedy wracam. Tak sobie myślałam, myślałam, aż w końcu zasnęłam...

               

                O 7.00 obudził mnie dźwięk budzika. Niechętnie zwlokłam się z łóżka. Pora  rozpocząć  kolejny nudny poniedziałek. Pora udawać szarą myszkę, która nie ma własnego zdania i boi się wszystkiego i wszystkich. To nie jestem prawdziwa ja. Prawdziwa Ludmiła jest niebezpieczna i zdolna do wszystkiego. Nawet do zabójstwa. Nim się obejrzałam, byłam pod drzwiami liceum. Najgorszego miejsca na ziemi. Piekła. Sali tortur. W holu natknęłam się na Francescę i Violettę. Zawsze razem chodzimy na lunch i do biblioteki. Ogółem spędzamy razem przerwy.
- Zapowiada się kolejny nudny dzień - burknęłam.
- Nawet nie wiesz jak bardzo nudny - szepnęła mi na ucho Violetta.





Maxi


    Dzisiaj ja i Andres mamy mega ważne spotkanie. Pracujemy jako policjanci i już od roku próbujemy odkryć tajemnicę agentów TSS i  terrorystów. Niestety jeszcze nie wpadliśmy na żaden prawdziwy trop. O pomoc musimy poprosić detektywów. Inaczej nie damy sobie rady i nas wywalą.
Nie mogę do tego dopuścić. Za długo w tym siedzę i nie mogą tak po prostu się mnie pozbyć. Punktualnie o 13.30 zjawiliśmy się Starbucksie. Usiedliśmy w rogu pomieszczenia. W zasadzie niczym się ono nie wyróżniało-szeroki bar, ciemnobrązowe stoliki i krzesła, kremowe ściany i całkiem zwyczajne lampy. Zamówiliśmy dwie kawy. Na panie detektyw nie musieliśmy za długo czekać. Zjawiły się po niecałej minucie rozsiewając wokół zapach pełen tajemnic. Jedna z nich miała rude włosy, brązowe oczy i żółty żakiet. Była ładna. Nawet bardzo, ale dużo bardziej zaintrygowała mnie ta druga. Czarne loki, piękne oczy i tajemnicza mina. 
- Witam - powiedziałem podając rękę brunetce, która pewnie ją uścisnęła.
- Dzień dobry. - wtrąciła druga z nich.
- No więc od czego by tu...-zaczął Andres.
- Najlepiej od początku - przerwała mu ruda, po czym przedstawiła siebie i koleżankę.
- A my jesteśmy Maxi i Andres - odpowiedziałem.
- Zaczynajcie - rzekła po chwili Naty wyciągając notes i długopis.
- Już od całego roku staramy się dowiedzieć, jak działa TSS, dlaczego mają problem z terrorystami, gdzie jest ich prawdziwa baza? Ale niestety nie trafiliśmy na  żaden trop, który byłby zgodny z prawdą. Jeśli nam się to nie uda, to nas wyrzucą. Musimy poznać też prawdę o terrorystach. Zadzwoniliśmy do waszej agencji, bo potrzebujemy pomocy. I to ogromnej. Chcielibyśmy, abyście zajęły się sprawą TSS, a my terrorystami - wydusiłem.
- Ok. Myślę, że możemy zająć się tą sprawą. - odparły po krótkiej naradzie.
- To wspaniale - tylko tyle zdołałem powiedzieć. Teraz nasze problemy powinny się rozwiązać. Może sami nie dalibyśmy sobie rady, ale z pomocą dziewczyn... Była duża szansa, że się nam uda.



********************************************************************************
Hejka Miśki!
Jest oto Misja 2!
Jak wam się podoba?
Misja 3 powinna pojawić się za około tydzień. Będzie w niej więcej akcji.
Dziękuję wam za tyle komentarzy pod Prologiem i  Misją 1.
Proszę o komentarze!
Buziaki!
Misia :-***



PS Co myślicie o ksywach?

PS2 Czytał ktoś książkę Alexandry Bracken pt "Mroczne Umysły"? Świetna książka i naprawdę polecam.